Nic nie rozumiesz? Nie ma problemu! Kliknij tutaj i czytaj po polsku

Cold fireworks

10 lutego
 Muszę to powiedzieć - uwielbiam zimne ognie. Lubię nimi rysować w powietrzu i patrzeć jak iskrzą, gdy na zewnątrz jest już ciemno. A tak przy okazji możecie dostrzec dwie rzeczy na tych zdjęciach: pierwszą jest śnieg, śnieg, dużo śniegu dookoła mnie (w końcu!), a drugą jest moja nowa ciepła bluza, którą pokażę wam jutro.
Poza tym myślę, że powinnam już pójść spać, bo jestem wykończona. Wstałam dziś o 6 rano i uważam, że to zbrodnia budzić się tak wcześnie! Poza tym spędziłam za dużo godzin w samochodzie, bo obiecałam chłopakowi, że pojadę z nim do Szczecina. Czekał ze swoim projektem przez prawie 3 godziny, by dostać ocenę (gdy ja nudziłam się w pustym mieszkaniu), a ponieważ nie miało sensu stanie tam i tracenie czasu, oddał swoje prace znajomemu i wrócił ze mną do Gorzowa. 
I nie zgadlibyście - ludzie z architektury nadal (naprawdę!) stoją przed salą od godziny 9 aż do teraz - północy! To chore...


*I must say it - I love cold fireworks. I like to draw them in the air, and see how nicely they sparkle when it's dark outside. And by the way, there are two things you can notice on the pictures: snow, snow, a lot of snow everywhere (finally!) and my new really warm sweatshirt that I'll show you tomorrow.
 And I think I should go to sleep right now, because I'm exhausted. I got up at 6 a.m today and I think it's a crime to get up so early! I also spend too many hours in a card today, because I promised my boyfriend to drive with him to Szczecin. He was waiting with his project to get a mark for almost 3 hours (when I was getting bored in our empty apartment), and because it made no sense standing there and wasting the time, he decided to just let his works to a friend and come back to Gorzów with me.
And guess what - people from architecture are still (seriously!) standing there in front of the class, from 9 a.m till now - a midnight! That's sick...
 
Tak, a to ja biegająca w kółko, jak dziwak. :-) /*Yeah, and that's me running around like a weirdo. :-)

8 komentarzy:

  1. swietne zdjecia.

    milych snow i wyspij sie porzadnie moja droga :)

    ja nie mam wyboru, wstaje kiedy moj maly brzdac zadecyduje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekanie do północy chore, mówisz? Przypominają mi się moje kochane studia. I zapisy na zajęcia. Było 6 grup. Podział formalny był, owszem, ale każdy miał go gdzieś. I na każde zajęcia trzeba było zapisać się wcześniej na listę. Listy tworzyliśmy sami. Z tym, że... Powstawały o chorych porach. Zazwyczaj tworzył ją ten, kto pierwszy przyszedł na uczelnię tego dnia. Np o 8 rano. To znaczy tak było na początku. Bo potem dziewczyny zaczęły przychodzić, o 6 rano, potem o 4... Doszło do tego, że listy powstawały w minutę po północy a później zmieniałyśmy się koczując pod humanikiem i pilnując ych list, żeby nie zginęły. Tak,, w zimie też.
    Ale, bądź co bądź, miło to wspominam;)

    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, że to chore. Taki urok studiów, wszystko jest nie tak...

    OdpowiedzUsuń
  4. HEJ . ;))
    świetny blog i ty też jesteś bardzo ładna .;)
    dodaję cie do obserwowanych, liczę na odwzajemnienie , jestem tu nowa , dopiero zaczynam przygodę z blogspotem . ;) pozdrawiam .;DD

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhh...uroki studiów. Jak to kiedyś moja pani profesor powiedziała: 'Studenci są od biegania za wykładowcami', coś w tym jest ;)

    Ja także uwielbiam zimne ognie, są takie magiczne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na szczęście podczas mojej studenckiej kariery rzadko zdarzało się żebym musiała czekać na zaliczenie. Częściej niestety musiałam uczyć się mnóstwa niepotrzebnych rzeczy i nie wiem co gorsze ;P

    Pozdrawiam,
    A.
    2bigcitylifes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. You look so happy on these photos!! it's great!!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.