Nic nie rozumiesz? Nie ma problemu! Kliknij tutaj i czytaj po polsku

The day I couldn't go to Hallstatt

 
Są takie dni, gdy wszystko układa się perfekcyjnie. Planujecie podróż, przygotowujecie obiad na drogę i wkładacie go do pięknego koszyka piknikowego, a następnie udajecie się odkrywać piękne miejsce, które dotychczas znaliście tylko ze zdjęć. Cóż, to nie był jeden z tych dni. Zamiast tego był to dzień, gdy pojawiła się nowa forma smutku. Zwana "Smutkiem Hallstatt".
Wszystko było zaplanowane i mieliśmy odwiedzić moje wymarzone miejsce. Przygotowani z jedzeniem, deserami i naładowanymi aparatami, obudziliśmy się rano i byliśmy gotowi do drogi. Ale pogoda miała dla nas inne plany i przywitała nas deszczem, deszczem i jeszcze raz deszczem. "Smutek Hallstatt" wkroczył do gry. Marzyłam o tym miejscu tak długo, że nic nie zdawało się wynagradzać pokrzyżowanych planów. R. próbował zasugerować: "Chodźmy oglądać jaszczurki w jaszczurzym parku!", haha. Ale jedynymi jaszczurkami jakimi byłabym zainteresowana, byłyby te w Hallstatt. Zamiast tego zdecydowaliśmy się na śnieżny spacer w górach w Wolfsberg. To był najlepszy możliwy pomysł! Wszystko wyglądało jak śnieżna kraina w czasie wiosny. Stęskniłam się za prawdziwymi zimami, zatem cieszyłam się każdym takim momentem w Austrii w tym roku.
Pożegnałam więc "Smutek Hallstatt", przenieśliśmy wyprawę na inny termin a zamiast tego spędziliśmy miło czas w pięknej okolicy. Oto kilka zdjęć z tego dnia!

*English: There are days when everything works out perfectly. You plan a trip, you prepare lunch boxes and keep them in a beautiful picnic basket and then you go exploring a wonderful place that until now you've only seen on the pictures. Well, that's not one of those days. Instead that was a day when a new form of sadness was invented. It's called "A Hallstatt Sad". 
Everything was planned, and my dream place was about to be visited by us. Prepared with food, dessert and charged cameras, we woke up in the morning and felt ready to go. But weather had different plans for us and welcomed us with rain, rain and even more rain. This is where "A Hallstatt Sad" comes up. I dreamt of this place for so long that nothing seemed to be an equally good plan for a rainy afternoon. R. tried to calm me down while suggesting: "Let's go see the lizards in the lizard park", haha. But the only lizards I would be up to seeing, would be those located in Hallstatt. Instead, we decided to wait a little bit and make a snowy walk up the mountain in Wolfsberg. It was the best possible idea! It was a snowy wonderland during spring. I missed real winters and I enjoyed every snowy moment in Austria this year. 
So I dismissed my "Hallstatt" sadness, rescheduled our trip to another time and instead, we just had a blast while enjoying beautiful surroundings. Here are some pictures from that day!
Ulepiliśmy bałwana w wersji mini.
We made a snowman in mini version.
Śnieżna wyprawa w cienkich butach? Czemu nie.
Snowy trip in sneakers? Why not.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.